beaglebuddy blog

Twój nowy blog

Czas nadrobić zaległości. ;)
Tym razem Buddy w wydaniu niegrzecznego pieska. ;) Tyle było zapewnień, że Buddy nigdy nie dostanie nic ze stołu, tyle krzyku o to, że nie wejdzie na kanapę. Ale jak tu nie ulec takim oczętom? ;D Oczywiście nie oznacza to, że tak jest zawsze, ale od czasu do czasu można zrobić psiakowi tzw. „dzień dobroci dla zwierząt”. ;P

Jako, że pogoda ostatnio dopisuje, to od jakiegoś czasu zabierałam się za małą, słoneczną sesję zdjęciową dla Buddy’ego. ;)) Niestety ze szkoły wracam późno i zanim znajdę czas, robi się szarawo i zimno. Dziś jednak wróciłam wcześniej, poszłam z Badylkiem na spacer, a po spacerku zrealizowałam w końcu swój plan. ;)) A oto efekty:
„Lecę do Ciebie!”

„Na pewno gdzieś tu jest… no przecież czuję, że gdzieś tu leży smaczek….” 

„No daj już go noo! No zobacz jak ładnie czekam!”

Nasza nowa sztuczka – „zdechł pies” ;D (Jestem z Buddy’ego dumna – pojął ją szybko i wykonuje pięknie ;D)

I na koniec – „Uwaga! Poluję na żarełko!” ;))

W ostatni weekend (10-12 września) pojechaliśmy razem z mamą i Buddy’m na IV Zlot Beagle! ;D Była to jedyna w swoim rodzaju możliwość spotkania równie pozytywnie zakręconych i równie mocno zakochanych w beagle ludzi, jak my. :) Miejsce było wspaniałe – ogrodzony, piękny teren, możliwość zrobienia ogniska, przyjemne pokoiki, pyszne jedzonko, przesympatyczni ludzie i przekochane psiaki! ;D Oprócz tego pogoda – trafiła nam się rewelacyjna. :D W pierwszy dzień – piątek, na miejsce dotarliśmy dopiero około 20.00, tak więc czasu i możliwości na fotki nie było. Zjadłyśmy kiełbaski z ogniska, posiedziałyśmy chwilę i poszłyśmy spać. :)
Za to drugiego dnia był ogrom wrażeń i wiele super konkursów i zajęć. :D Na początek czas wolny i szalone zabawy z nowymi, łaciatymi kolegami. ;D 



Potem Zuzia poprowadziła zajęcia z nauki sztuczek. Buddy „pies kuleje” nie pojął z uwagi, że podobnie uczyłam go komendy „pa,pa”, ale za to jako jeden z nielicznych umiał już „turlaj się”, więc pobawiliśmy się w inne sztuczki, w tym całkowitą nowinkę – „módl się”. ;))


Po sztuczkach czas na zmęczenie nosa – poszliśmy powęszyć za śladem – tuńczykiem. :D Buddy’emu ta nowa zabawa bardzo się spodobała – na pewno spróbujemy tego w domu. :)

Następnie – jeziorko i szaleństwa na mini plaży. ;D



Po spacerze w lesie troszkę agilitowaliśmy na mini torku – Buddy poznał tunel i bardzo jestem z niego dumna, bo wcale, ale to wcale się go nie boi i bardzo szybko załapał o co w nim chodzi. :D




Pod koniec dnia odbyły się konkursy na Najlepszego Beagle i na Największego Żarłoka. ;) W tym drugim wzięliśmy udział i całkiem super nam szło – wyławianie żarełka z wody Buddy miał opanowane do perfekcji i wszystkich rozbawił swoim nurkowaniem w misce, ale niestety marchewka nas zdradziła i Buddy nie doszedł do ostatniego etapu. ;)


Wieczorem odbyła się licytacja, z której pieniążki poszły na e-beaglową skarpetkę na pomoc dla potrzebujących psiaków. :)
W niedzielę przyszedł czas na pożegnania. Psiaki były tak padnięte, że tylko szukały spokojnych miejsc, by legnąć na trawce. ;)



A przez wszystkie dni w wolniejszych chwilach Pańcie zabierały psiaka do lasu, by pozbierać troszkę grzybów – co było naszym debiutem. ;D Oczywiście nie szłyśmy do lasu same, ale ze specem. ;) Tak więc tego grzybka nie zebrałyśmy, choć najbardziej nam sie podobał. :P

Zlot był rewelacyjny! Raz jeszcze dziękujemy Izie i Kasi za wspaniałą organizację – nie możemy doczekać się kolejnego Zlotu, który odbędzie sie niestety dopiero za rok. :(

PS. Zapomniałabym dodać, że część zdjęć (tych lepszych ;)) robiła Zuzia – dziękujemy! ;D

Ostatnio postanowiłam zrobić porównywalne foto Buddy’ego, gdy wcinał arbuza ze zlewu. ;P Tak wyglądał Badylek w czerwcu:

A tak kilka dni temu. ;D

W sobotę była ładna pogoda, więc wybraliśmy się w końcu na biglówkę nad Maltę. Niestety trochę się spóźniliśmy, a biglówa trwała krótko, więc Buddy nie bardzo się wyszalał. Ale zawsze coś. ;)




Na weekend do naszej babci przyjechał Kubuś – mój kuzyn. Ten dwulatek rozbraja mnie swoim stosunkiem do psów – całkiem się ich nie boi, ciągle je zaczepia, głaszcze i ciąga. ;) Buddy dzielnie znosi te „katorgi” błagalnie patrząc, by zabrać mu już tego małego krzykacza. ;P

W pierwszy weekendowy wieczór znów zaszaleliśmy z długością spaceru – ponownie byliśmy w parku 2 godziny. Tym razem psiaków było mniej, bo „tylko” pięć, ale Buddy i tak w domu padł jak zwykle, a Pańcia zmarzła niemiłosiernie. ;P
Kilka fotek – nieciekawych, bo pogoda była brzydka, ale zawsze. :)




31 sierpnia razem z Buddy’m uczciliśmy koniec wakacji dwugodzinnym spacerem w parku! ;D Spotkaliśmy mnóstwo piesków, z którymi Buddy wyszalał się jak nigdy. Po spacerze po omacku podszedł do miejsca na miski i zdziwiony spojrzał myśląc, że jedzenie samo się zrobiło podczas spaceru. ;P Od razu po jedzonku poszedł spać, a nastepnego dnia wstał dopiero o 12.00 na śniadanko. ;))
Oto kilka fotek z ostatnich wakacyjnych szaleństw. :D








A na koniec spaceru próba ustawienia totalnie zmęczonego flaka – nieciekawa, ale jak na tak padniętego psiaka to i tak dobrze. ;P

Niedawno postanowiłam spróbować z Buddy’m jazdy autobusem – by dobrze skojarzył, oczywiście do parku. Przed tem trzeba było jednak po raz pierwszy ubrać Buddy’emu kaganiec. Biedny od razu chciał się tego pozbyć, smaczki musiał wsuwać jak makaron, a o normalnym chodzeniu nie było mowy – łapki plątały mu się, jakby był na coś chory. ;P A tak wyglądał nasz Buddy – morderca. ;D

Buddy, kiedy pogoda niezbyt ciekawa, staje się nostalgiczny. Ostatnio zdaża mu się nawet wypatrywać czegoś zza okna – niczym słynna „panieneczka z okieneczka”. ;P A pomyśleć, że jeszcze niedawno Buddy nie sięgał do parametu… ;))


  • RSS